Wysiłek fizyczny, a wypadające włosy

W jednym z wiosennych numerów WomensHealth natknęłam się na bardzo ciekawy artykuł, który tłumaczy, że nadmiere ćwiczenia fizyczne mogą doprowadzić do wypadania włosów. 

Wszyscy wiemy, że regularne ćwiczenia są niezbędne dla zdrowego stylu życia. Poprawiają kondycję, krążenie i ogólne samopoczucie. Jednak nadmierny wysiłek fizyczny wprowadza ciało w stan przewlekłego stresu, który jest jedną z dwóch głównych przyczyn łysienia telogenowego. Jest to stan, w którym włosy przedwcześnie wpadają w fazę spoczynku, co powoduje ich większą utratę niż zwykle.



Nieodpowiednia dieta, codzienne intensywne wizyty na siłowni sprawiają, że wprowadzamy nasze ciało w stan podobny do tego, który napotyka kobieta po urodzeniu dziecka. Tylko mamy, które przez to przeszły wiedzą o jakim wypadaniu włosów mówię...

W artykule poruszono też zagadnienie o fryzurach, które najlepiej sprawdzają się na siłowni. Trochę zaskoczyła mnie informacja o dziewczynach decydujących się na wizytę w salonie przed wysiłkiem. Ciekawa teoria, ale mnie jakoś nie przekonuje, choć ja też nie jestem fanem mocno ściśniętych włosów. Klasyczny kucyk, opaska, albo koczek to oczywisty wybór.
Pamietajcie też o okryciu głowy w zimie i dostarczeniu odpowiednij ilości witaminy D wiosną i latem, czyli czapki z głów.

Jeżeli kochacie siłkę, a zauważyłyście, że nadmiernie tracicie swoje pukle, to może warto zastanowić się nad zmianą diety i intensywności ćwiczeń.


Pozdrawiam wszystkich miłośnikow ćwiczeń i pamiętajcie, ze umiar we wszystkim to podstawa.

Aga

Woodporna kredka do oczu Collection Work The Colour

Wczoraj przyglądałam się nowościom kosmetycznym w makijażowych szafach i w oko wpadła mi kredka z firmy Collection. 
Jeżeli zauroczył Was cień By Terry o którym pisalam wczoraj, to prawdopodobnie ucieszycie się czytająć tę notkę.

BY TERRY Ombre Blackstar w odcieniu Bronze Moon

Moje wyjątkowo tłuste poweki nie lubią się z kremowymi kosmetykami dlatego zawsze omijałam je szerokim łukiem. Do brązowego cienia w kredce od BY Terry namówiły mnie brytyjskie blogerki. Jeżli macie ochotę sprawdzić, czy było wato, zapraszam do lektury.

Poszłam po spinacze, a...

Starzeję się. Cieszy mnie nadchodząca wiosna i lato, między innymi dlatego, że pranie pięknie będzie schło na świeżym powietrzu. 

Nie ma sznura bez spinaczy. 
Wydawało mi się, że widziałam radosne w Primarku i nie myliłam się. 
Oprócz spinaczy wpadło mi w oko jeszcze kilka innych gadzetów. 
Zdecydowałam się na składany bidon na napoje i szczoteczkę kaczuszkę.

Szczotki z włosia naturalnego dostępne w Polsce

Kilka tygodni temu pisałam wam o szczotce do włosów z naturalnego włosia klik i w tamtym poście wspomniałam o szczotkach, które posiada moja mama. Przy okazji pobytu w domu rodzinnym, postanowiłam im się bliżej przyjrzeć i porównać do mojego Masona.

Wypatrzone w łazience mamy

Kiedy pakuję walizkę do Polski, nie wkładam do niej kosmetyków pielęgnacyjnych, ponieważ wiem, że mama ma wszystko i zawsze mnie czymś zaskoczy. 

Ulubione kosmetyki mojej mamy

Wiem, że wśrod Was widzów/czytelniczek są kobiety w wieku mojej mamy. Pomyslałam, że mój pobyt w Polsce to dobra okazja, żeby pokazać Wam ulubieńców mojej rodzicielki.
Słowem wstępu chcę powiedzieć, że skóra twarzy mojej mamy jest w dobrej kondycji. Jest trochę odwodniona i pojawiają się na niej zanieczyszczenia, ale nie posiada głębokich zmarszczek (domyślam się, że to zasługa genów i brak miłości do słońca).

Jej pięlęgnacja jeszcze kilka lat temu wygłądała zupełnie inaczej, ale od kiedy ja z siostrą namówiłyśmy ją na kilka zmian, sama się nie może nacieszyć swoją skorą.

Wydmuszki, palmy, kiełbasy, czyli Wielkanocny Jarmark Sztuki Ludowej w Białymstoku

W zeszłą niedzielę w moim rodzinnym mieście odbył się folkowy jarmark. 
Zostawiłam aparat fotograficzny i telefon w domu i tata uratował mnie mnie dopiero pod koniec imprezy:(
Udało mi się uchwycić kilka straganów

Pierwsze zakupowe koty za płoty

Na mojej kosmetycznej liście marzeń z Polski nie ma za wiele pozycji (a potem znając życie będę miała nadbagaż). Ta przygotowana pod kątem mojego synka jest znacznie dłuższa. 
Wczoraj wybrałam się do Rossmana i jednej z aptek i kupiłam:

Conversy za £4.5?

Mam kumpelę obieżyświata, która trzy tygodnie zeszłorocznych wakacji spedziła podróżując po Chinach. Oprócz zwiedzania Wielkiego Muru udało się jej też wstąpić na lokalny market i z jej opowieści wynika, że można tam dostać dosłownie wszystko. Wszystko co możemy kupić w Europie z tym, że w "konkurencyjnych" cenach.

Jeszcze kilka lat temu chińskie podróbki typu Adidos, czy Rolax raźiły koszmarną jakością, teraz trudno jest rozpoznać, która rzeczy jest "prawdziwa".

Przykładem mogą być kultowe trampki Converse, którę noszę od lat. Kto zgadnie, które są oryginalne, a które były kupione za niecałą piątkę?
Już nie będę was trzymać w niepeności...te brunde to moje:(( Sorry, ale Ci co znają mnie od lat wiedzą o mojej teorii o czystości conversów:)
Zrobiłam Wam kilka zdjęć, ale pokazać, że para z Chin jest dosłownie identyczna...
 Kolory, logo, jakość materiału. Jednyna różnica, którą odnalazłam to metka z języka. Ta poniżej pochodzi z Chin
 Język mojej pary)
 Podeszwa identyczna.
Jestem trochę skołowana. Z relacji koleżanki wynika, że na owym markecie (a jest ich tam tysiące) można kupić ubrania, sprzęty Audio, RTV, AGD, kosmetyki! Ile z tego ląduje na naszym rynku?

Chciałabym też przytoczyć historię, którę kilka lat temu opowiedział mi kolega motocyklista. Jeden z popularnych czeskich mini-moto Blata został sklonowany w Chinach. Kopia bardzo dobrze odpowiada oryginałowi, może nawet za dobrze, bo "specjaliści" stworzyli motocykl z łysymi oponami (bo sztuka, która została wysła na wzór, była używana i miała zdarte gumy).Upsi

Chiński przemysł rozwinął się z zaskakującym tempie i jest ogromną konkurrencją dla rynku na całym świecie. 

Pewnie część z Was pomysli, że ceny, ktore są narzucane na produkty ogólnodostępne w pierwszym miejscu, są zybt wygórowane, a koszt wyprodukowania ich "zamienników"jest przecież podobny. 

Czasami sobię myślę, co zrobiłabym w sytuacji, kiedy ja jako projektant danej rzeczy, dowiedziałabym się o tym, że ktoś bezczelnie kopuje mój pomysł i niekiedy lata ciężko włożonej pracy? 

Wspomniałam też wielokrotnie, że nie lubię, kiedy ktoś bardzo negatywnie wypowida się na temat kosmetyku, gadżetu, a zakupił go na bazarku i jego źródlo pochodzenia jest nieznane. 

Temat, który poruszyłam w poprzednim i dzisiejszym poście jest dość ciężki. Szczególnie, że żyjemy w czasach, kiedy większość z nas ogłąda daną rzecz dziesięc razy rozważając zakup (ja tak robię hahah). 
Ja chyba jednak uznaję zasadę, że wolę poczekać, odłożyć i kupić coś z trochę wyższej półki, bo oczekuję, że dana rzecz będzie mi służyć na dłużej. Nie zawsze się tak dzieje, ale w większości przypadków moja zasada się sprawdza. 

A co Wy myślicie?
Aga

Naszyjnik Zara vs jego chiński odpowiednik

Lubię naszyjnik z Zary kilk, ale nie lubię, kiedy dzieki blogerkom (ja się nie liczę, bo jestem mini rybką w oceanie), Księżnom co ciekawsze modele rozchodzą się ze sklepu jak świeże bułeczki. 
Potem możemy je tylko dostać na przerożnych aukcjach, gdzie ceny porażają niczym wysokie napięcie. 
Trafiło się ślepej kurze ziarno i znalazłam jeden oryginalny w przystępnej cenie. Przy okazji widziałam setki imitacji, które nie oszukujmy się kłamią, że to końcówki kolekcji itp, itd.
Mój naszyjnik spodobał się koleżance, ale bezskutecznie próbowałyśmy znaleźć kolejną sztukę dla niej. 
Znajoma skuszona kilkunastoma ofertami "look-a-like" za niższą ceną, zdecydowała się zaryzykować i to tygodniu z Chin przyjechał jej naszyjnik.
Pierwsza zauważalna różnica, to inny odcień i rodzaj "kryształu" z którego wykonany jest naszyjnik.
Mój jest bardziej stalowy i zmienia kolor w zależności od padania światła. Kumepli jest bardziej przeźroczysty.

Kolejna odczuwalna różnica, to cieżar całego naszyjnika. Zara jest ok 2 raz cięższa, a łańcuch jest grubszy i sprawia wrażenie masywniejszego.
Długość i wzór są takie same, ale na ciele układają się trochę inaczej (niestey chiński wypada gorzej).
 No i jeszcze jedna zasadnicza różnica dotyczy ceny...£30 vs. £7-30 klik

Okazuje się, że nie tylko ten model możemy bez problemu dostać, bo chiński przemysł chyba też śledzi blogi/vlogi i wie co modne. 

Nie wiem, czy pochwalam takie interesy, ale przecież ten mój naszyjnik też gdzieś został wyprodukowany i wątpię, żeby to była Europa. 

Dylemat wyboru zostawiam Wam, ale mam jeszcze jeden przykład z którym podzielę się z Wami już niedługo. 

Pozdrawiam
Aga