Paleta URBAN Decay NAKED i All Nighter

Po obejrzeniu, jakże zgubnego dla mojego portfela, filmiku Laury zapragnęlam polożyc swoje dlonie na paletce Urban Decay o wdzięcznej nazwie NAKED.
W poszukiwaniu paletki wybralam sie do jednego z domów towarowych na Oxford Street (House od Fraser). Cały parter tego sklepu jest zapełniony stoiskami kosmetycznymi najprzeróżniejszych marek (Chanel, Estee Lauder, Clinique itp..) Nawet najbardziej wymagająca osoba znajdzie coś dla siebie. Panie pracujące tam uśmiechaja się szeroko i zapraszają nas do zakupu danej marki. Ja nauczona doświadczeniem doskonale wiedzialam, że swoje kroki powinnam kierować bezpośrednio tam gdzie musze, bo w przeciwnym razie przepadnę z kretesem:))
Stoisko UD jest w samym centrum całego zamieszania wiec nie można go ominąć. Już od samego początku zauważylam paletkę, leżala sobie na stoliku i uśmiechała sie do mnie pięknie (chyba tylko ja widzilam ten uśmiech:)))
Nie ma co marnować czasu trzeba sprawdzać kolory.... Do pomocnika miałam Naszą koleżankę Kasię Ciacho25 i po 3 min cale bylyśmy wymazne koloroami z palety. Pierwsze wrazenie: każdy kolor pieknie napigmentowany. 
Cieni jest w sumie 12 i począwszy od bardzo naturalnych kolorow skończywszy na tych troche ciemniejszych i bardziej wieczorowych.

Kolory i wykończenie cieni: 
Virgin (nude satin),  
Sin (champagne shimmer), 
Naked (buff matte), 
Sidecar (beige sparkle),
Buck (brown matte),  
Half Baked (bronze), 
Smog (golden brown shimmer), 
Darkhorse (bronze-plum shimmer), 
Toasted (taupe-bronze),  
Hustle (mocha shimmer), 
Creep (near-black metallic),  
Gunmetal (dark grey metallic).

Każdy cień ma 1,3 g  
Coś co mnie trochę zraziło do tej paletki to kolory z wyraznymi drobinami. Nie wiem czy pamięacie, ale byłam posiadaczka palety UD Ammo i to właśnie ten brokat tak mnie do niej zraził. Po nalożeniu cienia na powiekę brokat osadzał sie na policzkach co nie jest zbyt estetyczne (ja nie przepadam za efektem kuli dyskotekowej:).
Wracając do Naked. Jak tylko myśl o zakupie tej palety pojawila się w mojej głowie od razu poinformowałam was o tym na twitku i Aga (nissiax83) bardzo trafnie zauwazyla, że jestem posiadaczka dość pokaznej iości cieni z MAC w naturalnych kolorach i czy tak naprawde jest sens kopiowania jej? (Kasia ciacho, powiedziała to samo:) hmmmmm patrzac na swatche na moich palcach stwierdzialm ze cienie z MAC są zupelnie inne i chyba zaszaleje i peltka NAKED będzie moja. Kolejnym istotnym faktem, który mnie przekonał do zakupu to to, że z oprócz palety z cieniemi otrzymujemy tini mini wersje kultowego produktu UD a mianowicie Prmie Potion 3,7ml (moja ulubiona baza pod cienie) i podwojna kredke do oczu 24/7 w nie mniej kultowym czarnym kolorze "ZERO" i nowościa pięknym brązem "Whiskey" 

Cena całego zestwu to £27. Euforia nie trwała długo... Pani z Urban Decay w końcu pojawiła sie przy nas i uprzedziła moje pytanie..Tak paletki zostały wyprzedane....., ale przyjmują zamówienia.... Stwierdziałam, że to znak z nieba i będe miała czas na zastanowienie. Podalam swój numer i sklep grzecznie opusciłam:))
Telefon zadzwonił następnego dnia i co miałam zrobić? Kupiłam!!!!!

Tym razem obsługiwała mnie inna pani i na moje pytanie jak uniknąć opadającego brokatu, doradziła mi delikatne spryskanie pędzla woda tuż przed nalożeniem cienia. Pożyjemy zoabczymy.....

Na sam koniec musze wam opowiedzieć o zakupie już zupełnie nieprzemyślanym i cały czas sie zastanawiam czy dobrze zrobilam???????hmmmm
Przy kasie, kiedy moja karta płatnicza była juz w masznie owa Pani zapytała mnie czy nie słyszalam o ich wsplaniałym produkcie All nighter?
Pewnie nikt mi nie uwierzy, ale od długiego czasu rozglądałam sie za jakims produktem do utrwalalania makijżu. Na mojej wish list były MAC Fix+ albo MUFE Mist&FIX. O Fix+ słyszałam bardzo różne opinie (bardzo pozytywne i negatywne) i to mnie trochę zraziło. A dostęp do MUFE jest dość trudny, więc stało się.
Co mnie przekonało to oczywiście bardzo dobra reklama sprzedawczyni. Produkt jest beztłuszczowy i wolny od parabenów. Tak naprawdę rzeczą, ktora mnie do niego przekonała to fakt że podobno, każda osoba pracujaca w House of Frazer w dziele pięknosci zakupila owy produkt i testuje go codziennie. Muszę zauważyć ze jest tam dość gorąco (masa lamp jarzeniowych) i dość duży ruch. 
Cena £17 (trochę dużo:((( pojemność 118ml (przy codziennym stosowaniu powienien, wystarczyć na ok 2,5 miesiąca). Prodcent zapewnia, że jest to idelany produkt do utrwalenia makijżu na dlugi czas ok 16 godzin!!!!!! Brzmi cudownie, nieprawdaż? Opakowanie jest dość skromne, szczególnie za taka cenę! No ale wracajc do tego co mamy w środku, zapach jest bardzo przyjemny. Na uwagę trzeba zwrócic na secyficzny typ aplikacji. Spryskujac go na twarz z odległości o 50 cm (długość ramienia) powinno sie wykonać ruch X a potem raz wzdłuż i raz wszerz, czyli 4 psiknięcia. 
Wracając do domu ogarnęły mnie wątpliwości.......sprawdzialm Makeupalley (moja wyrocznia) i tam opinie na temet tego produktu były bardzo różne i wręcz skrajne.  Jedni go kochaja a inni porownuja do lakieru do włosow spryskanego na twarz!!!!! Troche zbarniałam. Po powrocie do domu zajrzalam na wyrocznie numer dwa Youtube i tam opinie byly już bardziej pozytywne. Sprobowalam go dziś po raz pierwszy i musze przynac ze mój makijaż twarzy (podkład, róż i bronzer) utrzymały się cały dzień w stranie zadawalajacym (nie przepracowalam sie dziś, ale w godzinach południowych pozwoliłam sobie na godzinna drzemke:PPPP) z makijażem on czywiście:)))


Nie mam jeszcze ostatecznego zdania na temat tego produktu ale jak tylko to sie zmini to możecie być pewni że Was powiadomię.


Dobra kończe na dziś swoje wywody.........dlaczego ja tyle piszę, czy ktoś to przeczyta?????